Terapia w Auschwitz
Paweł Smoleński, Bartłomiej Kuraś
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 11:22
Cywiński: - Prawda o Auschwitz może stać się fundamentem resocjalizacji. Bartoszewski: - Tę prawdę trzeba jednak dawkować przemyślanie i ostrożnieFot. Anna Bedyńska / AG
Terapia w Auschwitz
Paweł Smoleński, Bartłomiej Kuraś
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 11:22
Cywiński: - Prawda o Auschwitz może stać się fundamentem resocjalizacji. Bartoszewski: - Tę prawdę trzeba jednak dawkować przemyślanie i ostrożnie
Cywiński: - Prawda o Auschwitz może stać się fundamentem resocjalizacji. Bartoszewski: - Tę prawdę trzeba jednak dawkować przemyślanie i ostrożnie
Fot. Anna Bedyńska / AG
Gdybym tu przyjechał wcześniej, może bym nie został przestępcą?
Fot. Bartłomiej Kuraś / Agencja Gazeta
ZOBACZ WIDEO
*
odtwórz
Więźniowie trafią do Auschwitz
ZOBACZ TAKŻE
* Służba Więzienna najlepsza w Europie (08-06-09, 17:26)
* Resocjalizacja w Auschwitz (04-05-09, 00:00)
Ktoś rozpuścił wieść, że będzie to szczególny rodzaj terapii. Pewnie słowo "terapia" wpadło mu do głowy ot, tak i dalej poszło świat, bez głębszego zastanowienia. Rychło dodano, że może to będzie nawet terapia szokowa, co zabrzmiało jeszcze lepiej, bo mocniej. I tak rozniosło się, w Polsce i po świecie, że tej jesieni obóz śmierci Auschwitz-Birkenau będzie areną czegoś nowego: pensjonariusze zakładów karnych odwiedzą hitlerowskie kacety.
Była to - przyznajmy - wiadomość bardzo pikantna: więźniowie i Auschwitz.
REKLAMY GOOGLE
* Uzależnienie od alkoholu
NZOZ Pro-Maind Miłków NFZ Hostel 1-6 miesięcy 601728857
www.leczy.info * Alkoholizm - 504 03 03 03
Terapia uzależnień alkoholowych Jesteśmy po to aby Ci pomóc.
www.alkohol-terapia.pl * dr Chęciek Mieczysław
Psychofizjologiczna Terapia Jąkania dzieci, młodzież i dorośli
jakanie-terapia.pl
Wiemy wszak, że Auschwitz to zło absolutne. Zaś więzienia, nawet w dzisiejszej Polsce, są dla ludzi zepsutych, złych i bardzo złych; dobry człowiek w więzieniu nie siedzi. Może więc - taka była intencja słów o terapii - po kilkugodzinnym zetknięciu ze złem absolutnym ci bardzo źli staną się tylko źli, a źli - prawie dobrzy.
Albo - stanie się coś jeszcze innego.
Słowem - tak się zdaje, gdy pomyślimy o intencjach - może ktoś, kto siedzi za kradzież czy rozbój, zmieni się, gdy zobaczy tony włosów, których niemiecki przemysł nie zdążył przerobić na koce lub płótno. A więc - przestanie rozbijać komuś szczęki, naciągać banki na kasę lub kraść.
Chyba nikomu nie przyszło do głowy (prócz tych, którzy wiedzieli; wszak nie była to wiedza tajemna), że wizyty więźniów w Auschwitz nie są niczym odkrywczym; już ubiegłego lata była tu grupa z zakładu karnego w pobliskiej Trzebini. Ani też - że jakiś czas wcześniej przyjechali do Oświęcimia Irlandczycy z Ulsteru, w których biografiach zaplątał się terroryzm, bomby, ból i śmierć. Zjechali jako ludzie już wolni, lecz - opowiadają w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau - w zorganizowanej grupie, choć nawet to nie jest do końca pewne, bo w gruncie rzeczy słaba jest pamięć o tej wycieczce. Czego mieli doświadczyć? Co przeżyć? Czego się nauczyć ponad to, czego uczą się wszyscy zwiedzający obozy śmierci, pod warunkiem że mają taką wolę? Nie wiadomo, bo o wycieczce eksterrorystów z Irlandzkiej Armii Republikańskiej pracownicy Muzeum dowiedzieli się post factum; z tego powodu są nawet trochę wkurzeni.
Kiedy pracownicy Muzeum oraz funkcjonariusze służby więziennej raptem usłyszeli, że razem wezmą udział w jakiejś terapii, włosy stanęły im na głowie. Lecz z pomysłu nie zrezygnowali.
***
Zręby pomysłu pojawiły się trzy lata temu, gdy z Muzeum wysłano pierwsze publikacje o Auschwitz do więzienia w Rzeszowie. Następnego roku - do krakowskiego aresztu śledczego. Niebawem pracownicy Muzeum pojechali do więzienia w Sztumie. Powiadają, że podczas opowieści o koncentraku zobaczyli (może lepiej - poczuli) na sali wielkie skupienie.
Działalność edukacyjna Muzeum skierowana jest głównie do uczniów, studentów i nauczycieli.
Niekiedy pojawiają się w Auschwitz zorganizowane grupy żołnierzy i duchownych. Więźniowie - to był eksperyment. Po pierwsze więc, tylko tacy, którzy mają zgodę na czasowe wyjścia za kraty, odsiedzieli znaczną część wyroku lub odbywają karę w systemie półotwartym. Po wtóre, tacy, którzy wcześniej będą przygotowani do tego, co zobaczą.
I tak po więzieniach w Małopolsce ruszyła wystawa o historii Auschwitz. Pokazano ją po raz pierwszy w Tarnowie, akurat w rocznicę pierwszego transportu 728 więźniów politycznych, wcześniej przetrzymywanych właśnie w tarnowskim kryminale. 29 plansz ze zdjęciami i, siłą rzeczy, skrótowym tekstem: "Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej - Holocaust", "Niewolnicza praca więźniów", "Terror, system kar", "Egzekucje", "Eksperymenty medyczne".
Przed każdą planszą pracownik Muzeum wygłaszał króciutki wykład: informacje najprostsze, podstawowe, jak w encyklopedii. "Niemcy w Auschwitz zagazowywali Żydów". "Było kilka kategorii więźniów, różnie oznakowanych. Zielone trójkąty - to więźniowie funkcyjni, nadzorcy pozostałych. Wybierano ich z kryminalistów".
"Pseudolekarze eksperymentowali na dzieciach". I tak dalej.Jeden z więźniów - młody, rosły chłopak - zemdlał. Klawisz musiał odprowadzić go do celi.
Ktoś powiedział: - Tych, których Niemcy wywieźli do Auschwitz na zatracenie, pilnowali inni więźniowie, kryminalni, jak my. Nie dałbym rady, wolałbym umrzeć.
Może ktoś z pracowników Muzeum czekał na właśnie takie zdanie.
***
Pogoda pod psem, mokro i zimno, jak to w pierwszych dniach listopada. Tam, gdzie wydają słuchawki niezbędne podczas zwiedzania, tłok i szum; akurat zjechały szkolne wycieczki. Wiadomo jednak, że grupa z zakładu karnego będzie jakoś szczególna. Wprawdzie przyjadą z własnej woli, w normalnych ubraniach (więzienny drelich w Auschwitz - to byłaby dopiero gratka), lecz pod specjalną opieką, bo bez opieki nigdzie i nic im nie wolno. Wiadomo też, że na żadną inną grupę nie czekają telewizyjne kamery ani dziennikarze.
I żadnej innej grupie nikt z zewnątrz nie zada pytania: co taka wycieczka ma dać? Antoni Stańczyk z biura edukacji Muzeum Auschwitz mówi jednak, że żadnych specjalnych przygotowań nie było, że wszystko odbędzie się tak, jak powinno się odbyć: przejście pod bramą "Arbeit macht frei", spacer po blokach z czerwonej cegły, alejkami, wśród mokrych trawników. Zobaczą to samo co inni. Ludzkie włosy za szybą, nieco zetlałe; obcięto je wiele lat temu. Okulary, druciane i szylkretowe, raczej z tych niemodnych. Dziecinne ubranka. Protezy kończyn. Walizki.
Dalej będzie: cela, gdzie zagłodzono św. Maksymiliana. Miejsce, w którym modlił się Ojciec Święty, wyróżnione, a jakże. Pierwsza komora gazowa, gdzie dopiero eksperymentowano z cyklonem B,
więc skazani umierali godzinami. (
Autor tych bredni nie sprawdzil uoprzednio jak dziala kwas pruski-Jerzy) Podwórko ze ścianą śmierci (tam rozstrzeliwano), drewniane rusztowania (tam wykonywano karę "słupka", wielogodzinną, straszniejszą niż ukrzyżowanie), szubienica (zadyndał na niej też Rudolf Höss, komendant obozu), krematorium.
I tak czekamy, pośród uczniowskiego gwaru, bo (wiadomość dotrze niebawem) zepsuł się autobus, więc osadzeni przyjadą później. To ważny drobiazg, warto o nim pamiętać.
***
Wreszcie są. Sprawiają wrażenie normalnej, zakładowej wycieczki z prowincjonalnego miasteczka. Starsi od innych zwiedzających; dziś w Auschwitz większość to młodzież. Zwyczajni, niespecjalnie ciekawi. To nie grupa chasydów w lisich czapach i czarnych zabłoconych surdutach. Kamery jednak szumią, bo może oni jednak jakoś inni.
Idziemy więc tak, jak zapowiadał Antoni Stańczyk. Ścieżka między trawnikami, brama, pierwszy, drugi, trzeci blok. Włosy wyglądające jak skłębiona przędza; jest ich tam kilka ton. Okulary. Dziecięce ubranka, już bez kolorów; przez te kilkadziesiąt lat wyblakłby nawet United Colors of Benetton. Stężały cement, gdzie przyklęknął Jan Paweł II. Okienko piwniczne bez światła.
Głos przewodnika w słuchawkach. Rutyna w konkrecie (trzy miesiące - tak długo więzień Auschwitz miał prawo żyć). Znów konkret (czemu miały służyć te tatuaże z numerem). I konkret (ile centymetrów kwadratowych przypadało na głowę uwięzionego w karcerze). Prosta opowieść o zorganizowanej zbiorowej męce, o upodleniu i mordzie.Ścisk. Niekiedy pośpiech, bo na plecach czuć oddech kolejnych grup zwiedzających. Cisza (to przez te słuchawki; widać twarze, nie słychać słów, ludzie ruszają ustami jak ryby w akwarium). Na ścianach zdjęcia. Jedni: trzy ujęcia twarzy, łyse głowy, wyłupiaste oczy, są identyczni i tak bardzo brzydcy. A drudzy: pyzaci, uśmiechnięci, silni, w mundurach - tacy zwyczajni.
Przewodnik mówi, że spuchnięta pani, która na fotografii wygląda na staruszkę, w chwili śmierci nie miała więcej niż naście lat. Naraz popłoch;
wynoszą zemdloną dziewczynkę.(Moment moment,mowimy o wiezniach zwiedzajacych oboz:) Za co siedzi ta dziewczynka ,ktora zemdlala:)-Jerzy) Tak po prostu; stała, aż nagle osunęła się na beton. Między ludźmi tłoczącymi się do tych protez za szkłem. Wcale nie było zbyt duszno ani za gorąco. Zemdlała i już.
Antoni Stańczyk powiedział to wcześniej (lecz dopiero podczas spaceru jakoś to do mnie dotarło): - Proszę pana, jaka terapia? Czego się - pyta pan - spodziewam po tej wizycie kryminalnych? Nie spodziewam się niczego, nie mam żadnych oczekiwań. Co się stanie, to się stanie, jeśli cokolwiek się stanie. Nie ma różnicy, czy ekspozycję ogląda więzień, uczeń, ksiądz czy kierowca PKS. Jeden zobaczy więcej, inny - mniej. Jednego ruszy, drugi zapomni. Refleksja, zaduma? Proszę pana, to zależy od człowieka, nie od profesji, ubrania, wyroku. To, proszę pana, nic innego jak edukacja. Obywatelska. To, proszę pana, Auschwitz. Po prostu.
***
Pani z pierwszej telewizji jest wysoka, szczupła i bardzo piękna. Obiecano jej sześć minut czasu antenowego; musi w te minuty wtłoczyć zwiedzających więźniów, obrazki z Auschwitz, historię i emocje. Jest dyskretna i delikatna, kamerę ustawia przed obozowymi blokami, nie naciska, żeby iść krok w krok za grupą, stara się nie zaprzątać sobą uwagi. Moknie na deszczu, gdy więźniowie wchodzą do baraków.
Pani mówi po niemiecku, a w tym miejscu to nigdy nie jest łatwe.
Pan z drugiej telewizji uprzedza, że będzie filmować tylko od tyłu, chyba że więzień ma cywilną odwagę i zechce pokazać twarz. Że chciałby - mówi jednemu z wychowawców - dokręcić widoki z więzienia, ale nie ma zamiaru poprawiać rzeczywistości, więc jeśli w Trzebini nie ma masywnych zamków i krat, godzi się również na to. Słowem - pan z drugiej telewizji, choć ma tylko trzy minuty, przedstawia, tłumaczy, lecz bez obcesowości.
Już przeszliśmy główne bloki Auschwitz. Byliśmy pod ścianą śmierci i szubienicą.
Teraz przerwa, byle nie za długa, czas na jedną fajkę poza płotem obozu. Minuty lecą; ten zepsuty autobus zaburzył plan. Tę wycieczkę obowiązuje sztywny regulamin więziennego dnia (nawet poza kratami). A zwiedzanie ma swoje wymagania; za mało czasu, za mało. Telewizja kręci i kręci, bo taka rola telewizji.
Przewodnik jest podminowany. Jak ma pokazać to, co trzeba pokazać, skoro zabraknie mu kilku kwadransów przez ten zepsuty autobus. I te kamery, co z tego, że dyskretne.
Mówi: - Wie pan, jestem nad wyraz pozytywnie zaskoczony. Oni czytali nawet takie książki, których nie czytają niektórzy przewodnicy. Wiedzą. Nie, oczekiwań nie mam żadnych. Często słyszałem, jak z wycieczki ktoś warknął na przewodniczkę: czego ta stara tak pierdoli. Albo gadają przez komórki. Śmieją się. Wygłupiają. Ja wiem, proszę pana, że to ludzkie. Reakcja na takie miejsce, w sobie nie da się tego unieść. Ale czasem mi dziwnie. Przez te reakcje, ludzkie, rozumie pan. A oni czytali - ma pan pojęcie? Czy spodziewałem się, że czytają? Nie moja rzecz się spodziewać. Nauczycielem jestem z zawodu. Tak, widziałem tu różnych. A oni? Nie gadają przez komórki, pytają.
***
I tak stoimy za płotem obozu, cedzimy słowa między jednym sztachem a drugim.
A przewodnik opowiada o książkach. I cały czas podkreśla swoje zaskoczenie.
Mnie przyszło na myśl, że wspomnę ten zimny dzień sprzed paru lat, gdy siedzieliśmy na rampie w Birkenau, a w powietrzu płynęły nazwiska zagazowanych, wymawiane z polskim, angielskim, holenderskim akcentem. Koreańskiego mnicha - buddystę zen w drucianych okularach. Muzułmańską mistyczkę sufi; miała burzę kręconych włosów. Katolickiego księdza i protestanckiego pastora.
Spotkałem - opowiadam - dziwnych ludzi, z pozoru nawiedzonych, którzy przyjechali do Auschwitz, żeby pojednać się z duchami i zaklinać zło.
Może najbardziej szczególny był ten młody Niemiec, chłopak o wychudłej twarzy. Postanowił (miał na to zgodę dyrekcji Muzeum) spędzić noc w baraku dziecięcym w Birkenau, gdzie na drewnianych ścianach zachowane są kolorowe rysunki, jak z dekoracji w jakimś przedszkolu.[color=#FF4040] Po tej nocy z nikim nie podzielił się swoimi myślami.(Nie ma glupich:Germar Rudolf sie podzieli..Dostal trzy lata..Ernst Zundel sie podzieli-dostal 7 :2 w Kanadzie i 5 w Niemczech.Chlopak wiedzial co robi...
-Jerzy )
[/color]
(
Jesli porownamy to z zeznaniami swiadkow musialo to wygladac tak: "Do baraku biegiem marsz!!!Macie 10 minut na rysunki a potem do gazu!!!" Bo przeciez dzieci -jako nieprzydatne do zadnej pracy gazowano od razu..Przeciez swiadkowie nie klamia
-Jerzy ) Klawisz opowiada, że osadzeni wychodzą z zakładu w Trzebini; zwiedzanie Auschwitz to nie ich pierwszy raz poza celą. Pomagają w domu opieki. W ogrodzie. Sprzątają cmentarz żydowski; to syzyfowa praca, co sprzątną, mija tydzień i znów syf, śmieci, brudno.
Kiedyś ktoś zapytał klawisza, czemu więźniowie nie sprzątają cmentarza katolickiego. Wychowawca tłumaczył jak komu dobremu, że przecież katolickie groby mają żyjących opiekunów. A gdy zdało mu się, że wytłumaczył, nagle poczuł, że takie pytanie jest jakoś niestosowne, ma lekko antyżydowski smaczek.
(Oczywiscie ,ze pytanie jest SKRAJNIE ANTYSEMICKIE!!!-:) -Jerzy )
I (może wówczas pierwszy raz, lecz za to bardzo dobitnie) dostrzegł, że to przecież nie jego podopieczni - ci ludzie źli i bardzo źli, bo dobrzy w więzieniu w końcu nie siedzą - wyrzucają na żydowskim cmentarzu puste flaszki, zmięte papiery, ogryzki i tekturowe tacki po kiełbaskach.
Oraz - że taka wizyta zostawia ślad, również w klawiszach. Na co dzień są z różnych plemion. W Auschwitz - chciałby powiedzieć - znikają plemienne różnice.
***
Oczekiwania? Wiemy już, że takowych nie ma ani służba więzienna, ani pracownicy Muzeum.
Pracownik Muzeum powie: - Dotarcie do osób osadzonych w zakładach karnych wpisuje się w naszą filozofię obejmowania edukacją o Auschwitz różnych grup.
Inny doda: - Zajęcia, które przeprowadziliśmy, pokazują, jak ważna i uniwersalna jest lekcja Auschwitz w procesie edukacji.
Dołoży swoje funkcjonariusz służby więziennej: - Z punktu widzenia resocjalizacji Auschwitz jest ostrzeżeniem, rysuje granicę, co właściwe, a co nie.
I drugi: - Oczekujemy, że wywoła to zadumę wśród osadzonych. Nad tym, do czego prowadzi uczynienie ze zła zbrodniczej ideologii. Że pojawią się przemyślenia.
Trzeci: - To nie jest cudowny sposób na resocjalizację. Ale myślę, że to, co więźniowie zobaczyli w Auschwitz, będzie rzutowało na ich lepsze zachowanie.
Oczekują również więźniowie.
Damian (22 lata, dwa do odsiadki za drobne kradzieże): - Pierwszy raz tu jestem. Prawda jest taka, że gdybym nie siedział, nie przyjechałbym tutaj. Dobrze, że zostaliśmy objęci takim programem. My, którzy łamiemy prawo, możemy się dowiedzieć, do jakich strasznych rzeczy prowadzi zło. Gdybym z własnej woli przyjechał tu kilka lat wcześniej, to może nie stałbym się przestępcą.
Dawid (22 lata, złodziej, dwuletni wyrok): - To moja druga wizyta; byłem tu ze szkołą. Wtedy nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia. Teraz tak, więcej w życiu doświadczyłem. Także swoich złych uczynków.
Andrzej (57 lat, pobicie): - Kiedyś nieświadomie zwiedzałem obóz. Myślę o tym, jakie okropności człowiek potrafi wyrządzić drugiemu. Nie trafiłem do więzienia za niewinność. Nie chcę już nikomu zrobić nic złego.
Grzegorz (42 lata, wyłudzenia, w telewizji pokaże twarz): - Każdy powinien to zobaczyć. Zwiedzanie obozu pozwala lepiej kształtować osobowość. Wierzę, że ten program resocjalizacyjny pozwoli mi być lepszym człowiekiem.
Słowem - jedni i drudzy oświadczają, że po wizycie w Auschwitz będzie lepiej. Więźniowie dziękują za daną im szansę. Mówią drewniane, oficjalnie brzmiące zdania, jakby chcieli zapewnić świat na wolności i siebie, że coś się odmieni.
Choć - umówmy się - tak naprawdę nikt tego nie wie.
***
Lecz pisać o Auschwitz już nie musieli. Niektórzy jednak napisali. Z błędami w ortografii, gramatyce i interpunkcji, często niewprawną dłonią, bezradni wobec tego, co chcieliby powiedzieć. Choć - zdaje się - muszą powiedzieć. Niech będzie nawet niezdarnie.
Adrian: "Jednak, jak widać po wydarzeniach na świecie, tragedia, która rozegrała się w centrum Europy ponad 60 lat temu, to za mało. Czystki w Afryce, na Bliskim Wschodzie i to, co robił Husajn na Kurdach, a w Europie przykładem może być wojna na Bałkanach i ludobujstwa cywilów muzułmańskich. Wszystkie te wydarzenia świadczą tylko o tym, że ludzkość umiera moralnie... Kiedy każdy człowiek uświadomi sobie, że liczy się życie a nie kolor skóry czy wyznanie, to z pewnością nigdy nie dojdzie do podobnej tragedii... Jeśli zrozumiemy, że tragedia, która tu się rozegrała wynikała z nienawiści, staniemy się odpowiedzialni za nas samych".
Michał: "Mordowali ludzi, całe rodziny, w imię niczego, w jednej chwili tracili oni wszystko, nawet nazwisko. Czasem sobie myślę, że było to tak niedawno. Jak mogli?".
Jakub: "Nie jestem w stanie opisać tych uczuć. Nawet ich włosy były przerabiane na płutna".
Grzegorz: "Nie wszyscy na świecie brzydzą się pojęciem faszyzm. Zabijają się nawzajem w imię czego? W imię wyższych idei? W imię boga?... Stawiam na to, że większość ludzi na świecie sumienie posiada".
Aleksander: "Zimno i groza wieje".
Tomasz: "Pewnych ludzi powinno się wręcz zmusić do zwiedzenia obozu. Żeby usłyszeli, czym charakteryzował się nazizm i do czego doprowadził rasizm. Pseudokibiców, huliganów, którzy skandują hasła nazistowskie, lubują się wręcz w systemie faszyzmu, ja myślę, że oni tego nie rozumieją".
- Z Oświęcimia do Trzebini jest może 45 minut jazdy - wyjaśnia jeden z opiekunów. - Gdy wracałem do więzienia z poprzednią grupą osadzonych, wszyscy milczeli. Milczeli. Ale niech pan powie: czy to sztuka milczeć przez trzy kwadranse?
Źródło: Duży Format"
Dziekuje M. za podrzucenie tego matrialu.
Jerzy